Witajcie.
Dzisiejszy temat tak naprawdę wyniknął z przypadku. Zaczęło się od tego, że szukałem jakiegoś, no może nie wypasionego, ale przynajmniej fajnego i ciekawego wzoru dla Lorda mojej krasnoludziej armii. Jako, że modele GW są hmm, no dosyć drogawe, na dodatek wydane w finecaście (o solidny kawałek metalu naprawdę trudno), a ponadto wzory, które mi się podobają są dostępne tylko przez Mail Order, trzeba było znaleźć alternatywę. Po pierwsze-wiadomo, Reaper i jego cudne zamienniki do wszelkich systemów fantasy. W ofercie jednak nie znalazłem tego, co by mi podpasowało, więc szukałem dalej. Hasslefree z kolei ma tylko co niektóre modele ładne (vide Slayerka z poprzedniego postu tudzież jej "siostra" która z czasem trafi na warsztat), Lord z Avatars of War jest trochę dla mnie zbyt "klockowaty", więc też niekoniecznie. No i w końcu trafiłem na firmę, która również produkuje zamienniki-tutaj typowo battlowe i (w większości) czterdziestkowe, czyli Sciborminiatures.
Modele Ścibora znają chyba wszyscy-nawet jeżeli nie z widzenia, to przynajmniej ze słyszenia. Fantastyczne zamienniki Kosmicznej Piechoty Morskiej (dla mnie trochę przebajerzone, ale z drugiej strony widać, że to w końcu wybrańcy Imperatora a nie armia klonów z "Gwiezdnych Wojen"). No i fajne krasnale.
Początkowo wybór był inny, poszło zamówienie no i klops! Nie spojrzałem dokładnie i okazało się, że zamówiłem krasnala w niewłaściwej skali. Lipa po całości, szczególnie że zbliżał się festiwal modelarski, w którym za najlepiej pomalowaną figurkę ze stajni Ścibora można było zgarnąć syte fanty.
Na szczęście w sklepie, w którym robiłem zamówienie było jeszcze parę krasnali, więc popatrzyłem, popatrzyłem i wybrałem przedstawiciela Gwardii Książęcej-krasnala tak dumnego, że z powodzeniem może robić za Lorda. Na dodatek ma podstawę idealną pod Kamień Przysiąg, co tym bardziej było mi na rękę, bo w obecnej edycji to bardzo fajna sprawa.
Enjoy!
Jutro w końcu coś do mojego Orborosu, czas się za niego wziąć, bo za miesiąc z okładem turniej, na którym planuję ugrać coś więcej niż szanse na pocieszkę :)
Czołgiem!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BRETONIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BRETONIA. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 24 czerwca 2014
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Powrót do korzeni
Witajcie.
Historia zatoczyła koło, a wraz z nią (oraz zaliczeniem po drodze kilku innych armii z mniej lub bardziej mizernym skutkiem) powróciła moja najukochańsza rasa fantasy w wydaniu fantasymłotkowym, czyli Krasnoludy.
Krasnoludofilem jestem od zawsze (a właściwie od kiedy zacząłem grać w WFRP). To nie to co spe...khehm... lubiące tęczę Elfy (nawet te złe są khekhm, lubiące tęczę, przynajmniej w wydaniu młotkowym), nie to co sztampowi ludzie, nie to co jakieś obżerające się kudłatostope ludziki. Sól ziemi, wszystkie ich dokonania zostały osiągnięte uporem i ciężką pracą. Bez jakieś badziewnej magii, bez ułatwiania sobie życia, bez oszustw i sztuczek.
No, a ponadto kto nie lubi zapachu prochu? Bo pod tym względem Krasnoludy są jak mało kto.
Armia pomalutku się montuje, a ja zdecydowałem, że zacznę malowanie od modeli które są dla mnie kwintesencją fantasy Młotka. Chodzi oczywiście o Zabójców/Pogromców/cokolwiek Trolli. Nie ma dla mnie WFB bez Zabójców, nie ma dla mnie młotkowych Krasnoludów bez Zabójców, a jeżeli idzie o Krasnale z innych systemów czy w ogóle światów fantasy, to zawsze mam nadzieję (mimo, że wiem iż nie będzie miało to miejsca), że gdzieś tam zamajaczy, choćby w oddali, pomarańczowy irokez...
Na początek trzy. Dwa by GW, jeden by (zdaje się) Hasslefree (zgadnijcie który :P). Na małej dioramce czy jak kto woli-dużej podstawce.
Z rudych jestem baaaaaardzo zadowolony. Wiem, że nie są pozbawieni mankamentów, ale-po pierwsze-modele tak wdzięczne do malowania, że to sama przyjemność, a dwa-jak na moje możliwości wyszły bardzo bardzo dobrze. Tyle na dzisiaj, jutro dalsza część(trochę mniejsza) spotkania z Krasnoludami (tym razem ze stajni Sciborminiatures).
Czołgiem!
Historia zatoczyła koło, a wraz z nią (oraz zaliczeniem po drodze kilku innych armii z mniej lub bardziej mizernym skutkiem) powróciła moja najukochańsza rasa fantasy w wydaniu fantasymłotkowym, czyli Krasnoludy.
Krasnoludofilem jestem od zawsze (a właściwie od kiedy zacząłem grać w WFRP). To nie to co spe...khehm... lubiące tęczę Elfy (nawet te złe są khekhm, lubiące tęczę, przynajmniej w wydaniu młotkowym), nie to co sztampowi ludzie, nie to co jakieś obżerające się kudłatostope ludziki. Sól ziemi, wszystkie ich dokonania zostały osiągnięte uporem i ciężką pracą. Bez jakieś badziewnej magii, bez ułatwiania sobie życia, bez oszustw i sztuczek.
No, a ponadto kto nie lubi zapachu prochu? Bo pod tym względem Krasnoludy są jak mało kto.
Armia pomalutku się montuje, a ja zdecydowałem, że zacznę malowanie od modeli które są dla mnie kwintesencją fantasy Młotka. Chodzi oczywiście o Zabójców/Pogromców/cokolwiek Trolli. Nie ma dla mnie WFB bez Zabójców, nie ma dla mnie młotkowych Krasnoludów bez Zabójców, a jeżeli idzie o Krasnale z innych systemów czy w ogóle światów fantasy, to zawsze mam nadzieję (mimo, że wiem iż nie będzie miało to miejsca), że gdzieś tam zamajaczy, choćby w oddali, pomarańczowy irokez...
Na początek trzy. Dwa by GW, jeden by (zdaje się) Hasslefree (zgadnijcie który :P). Na małej dioramce czy jak kto woli-dużej podstawce.
Z rudych jestem baaaaaardzo zadowolony. Wiem, że nie są pozbawieni mankamentów, ale-po pierwsze-modele tak wdzięczne do malowania, że to sama przyjemność, a dwa-jak na moje możliwości wyszły bardzo bardzo dobrze. Tyle na dzisiaj, jutro dalsza część(trochę mniejsza) spotkania z Krasnoludami (tym razem ze stajni Sciborminiatures).
Czołgiem!
wtorek, 16 kwietnia 2013
(Nie taki) młody człowiek z trąbką
"-Jaki on jest, Intrepide? Opowiedz mi o nim.
-Graal panie jest-rycerz zawahał się- no cóż, on jest nie do opisania. Mnie objawił się jako puchar ni to z kryształu, ni to ze światła. A ona... ona była taka piękna... spotkałem ją gdy w pogoni za hordą Zwierzoludzi zapędziłem się aż do Lasu Loren. Jego mieszkańcy, jak zapewne wiesz, zazdrośnie strzegą swych włości. Powiem tylko tyle, że zostałem raniony elfią strzałą, spadłem z konia i zgubiłem się. Wyczerpany siedziałem nad jakąś sadzawką. Zapewne przysnąłem, bo zbudziło mnie światło. I ciche wołanie. Otowrzyłem oczy, a w wodzie stała ona, trzymając przed sobą, to, co tak trudno mi opisać. Jednakże jeden łyk wody, a w me ciało wstąpiła nowa siła. I duch, że tak powiem. Swą dziedzinę przekazałem synom, sam natomiast wyruszyłem bronić przed zbeszczeszczeniem świętych miejsc. Ona mnie prowadziła. Po drodze spotkałem mych towarzyszy. Początkowo było nas dziesięciu, jednakże stoczyliśmy wiele potyczek i, cóż-każdemu inny los pisany. Zostało nas teraz siedmiu. Z tej wyprawy być może nie wróci żaden. Ale słowo Pani jest ważniejsze niż to, tak naprawdę nędzne ciało, niż bogactwa, rącze konie czy ostry miecz. Pamiętaj o tym gdy któregoś dnia sam wyruszysz na swoją Wyprawę."
Trochę mi się zmieniła koncepcja. Początkowo rycerzem Intrepide, zwanym Chrobrym (uwielbiam to słowo) miał być ktoś, kto w przyszłości mógłby być czempionem do oddziału Graali (innymi słowy- ziutek z korbaczem zamiast kopii), o ile Graale kiedykolwiek takowego dostaną. Jednak pojedynczy paladyn ze Ślubem Graala bardzo dobrze mi się spisywał. Dlatego to właśnie on dostanie własne imię, pozostali będą po prostu bezimiennymi towarzyszami paladyna, towarzyszącymi panu de Preux w wyprawie na ziemie Cesarstwa (błędnie zwanego Imperium).
Ziutka z korbaczem mieliście okazję już widzieć. Prace nad nim za wiele się nie posunęły-ot dostał washa tówdzie i ówdzie oraz tarczę herbową na zadzie konia (przednie będą w barwach wicehrabiego-ot taki element unifikujący armię). Dzisiaj dołączył do niego tytułowy (nie taki) młody człowiek z trąbką. Zapraszam do przeglądania:
A tutaj trochę ruszony nasz stary znajomy zwany ziutkiem
I zdjęcie grupowe, żeby było nam weselej:
-Graal panie jest-rycerz zawahał się- no cóż, on jest nie do opisania. Mnie objawił się jako puchar ni to z kryształu, ni to ze światła. A ona... ona była taka piękna... spotkałem ją gdy w pogoni za hordą Zwierzoludzi zapędziłem się aż do Lasu Loren. Jego mieszkańcy, jak zapewne wiesz, zazdrośnie strzegą swych włości. Powiem tylko tyle, że zostałem raniony elfią strzałą, spadłem z konia i zgubiłem się. Wyczerpany siedziałem nad jakąś sadzawką. Zapewne przysnąłem, bo zbudziło mnie światło. I ciche wołanie. Otowrzyłem oczy, a w wodzie stała ona, trzymając przed sobą, to, co tak trudno mi opisać. Jednakże jeden łyk wody, a w me ciało wstąpiła nowa siła. I duch, że tak powiem. Swą dziedzinę przekazałem synom, sam natomiast wyruszyłem bronić przed zbeszczeszczeniem świętych miejsc. Ona mnie prowadziła. Po drodze spotkałem mych towarzyszy. Początkowo było nas dziesięciu, jednakże stoczyliśmy wiele potyczek i, cóż-każdemu inny los pisany. Zostało nas teraz siedmiu. Z tej wyprawy być może nie wróci żaden. Ale słowo Pani jest ważniejsze niż to, tak naprawdę nędzne ciało, niż bogactwa, rącze konie czy ostry miecz. Pamiętaj o tym gdy któregoś dnia sam wyruszysz na swoją Wyprawę."
Trochę mi się zmieniła koncepcja. Początkowo rycerzem Intrepide, zwanym Chrobrym (uwielbiam to słowo) miał być ktoś, kto w przyszłości mógłby być czempionem do oddziału Graali (innymi słowy- ziutek z korbaczem zamiast kopii), o ile Graale kiedykolwiek takowego dostaną. Jednak pojedynczy paladyn ze Ślubem Graala bardzo dobrze mi się spisywał. Dlatego to właśnie on dostanie własne imię, pozostali będą po prostu bezimiennymi towarzyszami paladyna, towarzyszącymi panu de Preux w wyprawie na ziemie Cesarstwa (błędnie zwanego Imperium).
Ziutka z korbaczem mieliście okazję już widzieć. Prace nad nim za wiele się nie posunęły-ot dostał washa tówdzie i ówdzie oraz tarczę herbową na zadzie konia (przednie będą w barwach wicehrabiego-ot taki element unifikujący armię). Dzisiaj dołączył do niego tytułowy (nie taki) młody człowiek z trąbką. Zapraszam do przeglądania:
A tutaj trochę ruszony nasz stary znajomy zwany ziutkiem
I zdjęcie grupowe, żeby było nam weselej:
Kolory po washowaniu czekają oczywiście na rozjaśnienia. Przypominam że to nadal WiPy, więc cierpliwości, czekajcie aż skończę :)
Jutro może uda mi się ruszyć szmaciarza, znaczy yyyy... no, ten... chorążego chciałem powiedzieć. I może któryś z powyższych towarzyszy doczeka się wykończenia. Czasu zostało w sumie dwa tygodnie-jeżeli ruszę w tym wszystkich sześciu, to spokojnie się wyrobię. A w każdym razie mam nadzieję ;)
piątek, 12 kwietnia 2013
Best of the best of the bestest
"Widok rycerza w białym płaszczu był zaiste imponujący. Jego zbroja wypolerowana była tak, że aż oczy bolały od obijanego przez nią słońca. Na kopii długiej na trzy metry powiewał żółto-zielony sztandar. Biły z niego duma, majestat i pewność siebie. Przejeżdżając przez obóz zdawał się nie zważać na obecność kogokolwiek. Skierował się prostu ku namiotowi dowódcy.
-kim jesteś i czego chcesz rycerzu, ujawnij swe imię.
Bądź co bądź byli na wyprawie wojennej, warty sprawiały się doskonale. Pan de Preux, ukryty w swym namiocie, był zadowolony słysząc to.
-Prowadź mnie do swego pana, będę rozmawiał tylko z nim.
Wicehrabia wyszedł. Rycerz zmierzył go wzrokiem po czym zapytał:
-czy to ty jesteś wicehrabią de Preux?
-jam jest. Czy się znamy, rycerzu? Nie przypominam sobie abym kiedykolwiek Cię spotkał, a wierz mi, pamięć mam doskonałą.
-Wybacz, panie-rycerz zsiadł z konia i przyklęknął przed wicehrabią. Jam jest Jean Intrepide, zwany Chrobrym. Mnie i pięciu moim towarzyszom objawiła się Pani, mówiąc że rycerz de Preux prowadzi armię do walki z niegodziwością. Kazała nam chronić Cię, choćby za cenę własnego życia.
Pan de Preux usmiechnął się. Pani z Jeziora im sprzyja, może ta misja nie będzie jednak taka zła. Jeżeli Rycerze Graala się do nich przyłączą, z pewnością będzie to odebrane jako dobry omen."
Temat na ten miesiąc to elita. A w bretońskiej armii nie ma nic bardziej elitarnego niż Rycerze Graala. Większa siła, większa liderka, automatyczny ward bez konieczności modlenia się, to co kiedyś odpornością na psychologię i na dodatek fajne modele. No czegóż chcieć więcej? Więc zacznijmy zabawę. Aby sprawiedliwości stało się zadość, najpierw golasy z obowiązkowym numerkiem:
I pierwszy WiPek, Jean zwany Chrobrym (uwielbiam to słowo), rycerz który mógłby być czempionem gdyby Graale takich posiadali.
Wiadomo że rycerz bez swego wiernego rumaka byłby niczym pędzel bez włosia, więc oto idzielny rumak pana Intrepide
Słyszę już głosy z oddali. "Za ostre cienei! Wygładź je!" Więc od razu powiem-są dwa kolory których malować nie umiem i nie cierpię. Biały i żółty. Dlatego cienie są jakie są. W sumie wydaje mi się że wygląda to nawet przyzwoicie, jakkolwiek faktycznie są strasznie ostre. Muszę poszukać jakichśtutoriali odnośnie malowania bieli. Póki co-jest jak jest.
Do następnego!
czwartek, 11 kwietnia 2013
Przesilenie zimowe dało mi się we znaki
A wraz z nim lenistwo. Dawno nic nie pisałem, czas ruszyć zad i wziąć się na poważnie do roboty.
"Wici rozesłano. Wasale licznie odpowiedzieli na wezwanie swego seniora. Do Orlego Gniazda ściągali rycerze wraz ze swymi synami żadnymi chwały czy też krewniakami, chwałą już okrytymi. Barwne sztandary unosiły się nad twierdzą.
Nadszedł dzień wymarszu. Nie było ich wielu, raptem może pół setki rycerstwa, dwie setki Zbrojnych i dwie kopy łuczników z gminu. Niemniej mieli zadanie do wykonania, zadanie które nałożył na nich ich władca, któremu przysięgali wierność i posłuszeństwo. Jako rycerze, musieli dotrzymywać swych zobowiązań.
Kolumna posuwała się niespiesznie w kierunku portu L'Aguille. To stamtąd mieli wypłynąć na ziemie Cesarstwa, to tam mieli spotkać się z przeciwnikiem do tej pory nieznanym. To tam czekała na nich sława lub śmierć."
Jako rzekłem, tak zrobię. Bloga czeka reforma, mnie czeka reforma (bo muszę się spiąć) no i armie czeka reforma (bo muszę ją pomalować). Miesiąc reform, oby nie skończyły się jak wiele reform przeprowadzanych w naszym pięknym kraju. Czego Wam i sobie życzę.
"Wici rozesłano. Wasale licznie odpowiedzieli na wezwanie swego seniora. Do Orlego Gniazda ściągali rycerze wraz ze swymi synami żadnymi chwały czy też krewniakami, chwałą już okrytymi. Barwne sztandary unosiły się nad twierdzą.
Nadszedł dzień wymarszu. Nie było ich wielu, raptem może pół setki rycerstwa, dwie setki Zbrojnych i dwie kopy łuczników z gminu. Niemniej mieli zadanie do wykonania, zadanie które nałożył na nich ich władca, któremu przysięgali wierność i posłuszeństwo. Jako rycerze, musieli dotrzymywać swych zobowiązań.
Kolumna posuwała się niespiesznie w kierunku portu L'Aguille. To stamtąd mieli wypłynąć na ziemie Cesarstwa, to tam mieli spotkać się z przeciwnikiem do tej pory nieznanym. To tam czekała na nich sława lub śmierć."
Jako rzekłem, tak zrobię. Bloga czeka reforma, mnie czeka reforma (bo muszę się spiąć) no i armie czeka reforma (bo muszę ją pomalować). Miesiąc reform, oby nie skończyły się jak wiele reform przeprowadzanych w naszym pięknym kraju. Czego Wam i sobie życzę.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Podsumowanie marca
"Wicehrabio, pojedziesz na ziemie Cesarstwa wraz ze swoim hufcem. Wesprzesz Cesarza w jego działaniach z Chaosem. Czymże byśmy byli, gdybyśmy nie dotrzymywali naszych przysiąg?
Pan de Preux odprowadził swojego Króla na dziedziniec, gdzie oczekiwał go już jego wierzchowiec. Patrzył jak Król dosiada dzikiego hippogryfa, jak wzbija się w powietrze i kieruje na zachód, w stronę stolicy Królestwa. Wiedział że czeka go trudne zadanie. Musiał opuścić swoją twierdzę, wyruszyć w odległe kraje aby walczyć z potwornym przeciwnikiem. Ale, jak to powiedział Król, czymże by był, gdyby nie dotrzymał przysięgi swojemu seniorowi?"
Cóż by tu rzec? Sami widzieliście, nie ma co ukrywać-w tym miesiącu dałem dupy po całości. Trebuszety nawet nie zaczęte, Louen ledwo co skończony (z resztą bez szału, ale, jak mówiłem, malarz ze mnie raczej marny). Marzec to był dla mnie dziwny miesiąc-choroba dziecka, święta, porąbana pogoda, doba się tak jakby skurczyła, tak że ciężko było cokolwiek pomalować. Mam nadzieję że od kwietnia zmobilizuję się i pocisnę już ostrzej.
Tyle gadania, czas na Ludwiczka.
I na koniec spostrzeżenie. A nawet dwa. Po pierwsze- nigdy nie myślałem że kiedykolwiek będę psioczył na metal. Ale i klejenie i malowanie tego modelu było drogą przez mękę. Ani się to trzymać nie chciało, farba odłaziła mimo dwukrotnego podkładowania, na dodatek raz chciał sprawdzić swoją lotność i odpadło skrzydło (skrzydła nie są oryginalne- pochodzą od modelu pegaza spod tego typa, szefa cesarskich kolegiów magii). Chyba za bardzo się przyzwyczaiłem do plastiku i finecastu...
Po drugie- to również rzecz dla mnie niezwykła. Po rz pierwszy w życiu muszę przyznać że washe GW są lepsze od tych Vallejo. Jak niebieski wygląda, sami widzicie. Przy GWowskim nie miałem takich problemów.
Tyle na dzisiaj, jutro wrzucę zdjęcia z początków prac nad oddziałem Graali i być może jakiś wstępny WiPek.
Pan de Preux odprowadził swojego Króla na dziedziniec, gdzie oczekiwał go już jego wierzchowiec. Patrzył jak Król dosiada dzikiego hippogryfa, jak wzbija się w powietrze i kieruje na zachód, w stronę stolicy Królestwa. Wiedział że czeka go trudne zadanie. Musiał opuścić swoją twierdzę, wyruszyć w odległe kraje aby walczyć z potwornym przeciwnikiem. Ale, jak to powiedział Król, czymże by był, gdyby nie dotrzymał przysięgi swojemu seniorowi?"
Cóż by tu rzec? Sami widzieliście, nie ma co ukrywać-w tym miesiącu dałem dupy po całości. Trebuszety nawet nie zaczęte, Louen ledwo co skończony (z resztą bez szału, ale, jak mówiłem, malarz ze mnie raczej marny). Marzec to był dla mnie dziwny miesiąc-choroba dziecka, święta, porąbana pogoda, doba się tak jakby skurczyła, tak że ciężko było cokolwiek pomalować. Mam nadzieję że od kwietnia zmobilizuję się i pocisnę już ostrzej.
Tyle gadania, czas na Ludwiczka.
I na koniec spostrzeżenie. A nawet dwa. Po pierwsze- nigdy nie myślałem że kiedykolwiek będę psioczył na metal. Ale i klejenie i malowanie tego modelu było drogą przez mękę. Ani się to trzymać nie chciało, farba odłaziła mimo dwukrotnego podkładowania, na dodatek raz chciał sprawdzić swoją lotność i odpadło skrzydło (skrzydła nie są oryginalne- pochodzą od modelu pegaza spod tego typa, szefa cesarskich kolegiów magii). Chyba za bardzo się przyzwyczaiłem do plastiku i finecastu...
Po drugie- to również rzecz dla mnie niezwykła. Po rz pierwszy w życiu muszę przyznać że washe GW są lepsze od tych Vallejo. Jak niebieski wygląda, sami widzicie. Przy GWowskim nie miałem takich problemów.
Tyle na dzisiaj, jutro wrzucę zdjęcia z początków prac nad oddziałem Graali i być może jakiś wstępny WiPek.
niedziela, 10 marca 2013
Praca-W-Toku ciąg dalszy
"De Preux, jest źle. Moi szpiedzy w Cesarstwie donoszą mi że Karl Franz nie jest gotowy na kolejny cios z północy. Jego armie są wyczerpane Wielką Wojną a i skarbiec świeci pustkami. Obawiam się że oprócz hord zielonoskórego ścierwa, oprócz chodzących trupów zamieszkujących obecnie Mousillon, oprócz pojawiających się coraz częściej w naszych miastach szczuroludzi grozi nam widmo Chaosu. Chyba nie muszę mówić co to oznacza dla nas? Obawiam się, że Bretonia może stać się ostatnim bastionem ludzkości. Ambasador Cesarza wezwał mnie do wypełnienia zobowiązań wynikających ze starych sojuszy...
Król mówił.
Wicehrabia słuchał z marsową miną."
Pogoda zdążyła się zmienić z letniej na zimową od czasu mojego ostatniego posta. W międzyczasie rozkraczył mi się pędzel i postępy stanęły, dopiero dzisiaj jakiś tam kupiłem i co mogłem, to pociapałem. Pędzel już zamówiony, w oczekiwaniu na niego zajmę się chyba drugim modelem założonym na ten etap prac, a mianowicie jednym z dwóch trebuszetów. No, chyba że sklep sięogarnie i szybko zrealizuje moje zmówienie to w końcu skończę Ludwiczka. A tymczasem, postęp:
Król do poprawki, hipek w sumie do wykończenia. No i nadal czekam na washe :/ Jak długo można je sprowadzać? :/
Król mówił.
Wicehrabia słuchał z marsową miną."
Pogoda zdążyła się zmienić z letniej na zimową od czasu mojego ostatniego posta. W międzyczasie rozkraczył mi się pędzel i postępy stanęły, dopiero dzisiaj jakiś tam kupiłem i co mogłem, to pociapałem. Pędzel już zamówiony, w oczekiwaniu na niego zajmę się chyba drugim modelem założonym na ten etap prac, a mianowicie jednym z dwóch trebuszetów. No, chyba że sklep sięogarnie i szybko zrealizuje moje zmówienie to w końcu skończę Ludwiczka. A tymczasem, postęp:
Król do poprawki, hipek w sumie do wykończenia. No i nadal czekam na washe :/ Jak długo można je sprowadzać? :/
poniedziałek, 4 marca 2013
Praca-W-Toku
"Wicehrabio, wiem, że służba w Orlim Gnieździe nie jest łatwą, jednak nigdy nie usłyszeliśmy z twoich ust nawet najmniejszej skargi. Nigdy nie zabiegałeś o względy na dworze, nigdy nie domagałeś się lepszych ziem, nigdy też nie spiskowałeś przeciwko naszej osobie. Cieszysz się naszym zaufaniem tak jak mało który z naszych rycerzy...
Pan de Preux zastanowił się. Widywał się wcześniej wielokrotnie z królem, gdyż tego wymagało jego stanowisko. To on i jego lennicy bronili Królestwo przed zalewem zielonoskórego ścierwa z Bladych Sióstr. Jednakże władca nigdy nie zwracał się do niego tak oficjalnie, a już na pewno nigdy nie mówił o sobie w liczbie mnogiej. Co się za tym kryje?"
Z powodów, powiedzmy że życiowych, trochę nie aktualizowałem bloga,dopiero dzisiaj znalazłem chwilkę na pociapanie trochę pędzlem i baaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo wczesne sprawozdanie z prac nad Louenem. Oczywiście postępy w sumie prawie żadne, niemniej w międzyczasie maluję Stormtalona do mojej armii SM do 40k (który to system jest dla mnie priorytetem). Barwy klasyczne: błękit, czerwień (barwy króla), stal (kolczuga), biały płaszcz (wszyscy moi rycerze ze ślubem Graala będą nosić białe płaszcze-moim zdaniem bardziej to do nich pasuje i wyróżnia na tle pstrokatości armii). Płyty zbroi będą malowane białym złotem (metalizer Vallejo-piękna rzecz). Jako że nie bardzo pasują mi złota GW więc ozdobniki będą malowane mosiądzem z palety Vallejo. No ale zanim dojdę do ozdobników to jeszcze sporo wody w Dzierżęcince upłynie.
Foteczki (wiem że i malowanie kiepskie i foty kiepskie, no ale lepszych fot robić nie umiem, a malowanie-cóż, każdy orze jak może):
Zaznaczam dla wszystkich malkontentów, że to bardzo wczesny WIP. Baza niebieskiego i czerwonego (nie jestem pewien czy to przeszywanica czy pancerz płytkowy, wybrałem pierwszą opcję-będzie z resztą w jednolitym czerwonym kolorze bo tak wygląda moim zdaniem kiepsko), jakieś tam niby-rozjaśnienie niebieskiego (ledwo co widoczne) pierwsza warstwa stali na kolczudze i tyle. Jutro prace powinny być nieco bardziej zawansowane.
Pan de Preux zastanowił się. Widywał się wcześniej wielokrotnie z królem, gdyż tego wymagało jego stanowisko. To on i jego lennicy bronili Królestwo przed zalewem zielonoskórego ścierwa z Bladych Sióstr. Jednakże władca nigdy nie zwracał się do niego tak oficjalnie, a już na pewno nigdy nie mówił o sobie w liczbie mnogiej. Co się za tym kryje?"
Z powodów, powiedzmy że życiowych, trochę nie aktualizowałem bloga,dopiero dzisiaj znalazłem chwilkę na pociapanie trochę pędzlem i baaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo wczesne sprawozdanie z prac nad Louenem. Oczywiście postępy w sumie prawie żadne, niemniej w międzyczasie maluję Stormtalona do mojej armii SM do 40k (który to system jest dla mnie priorytetem). Barwy klasyczne: błękit, czerwień (barwy króla), stal (kolczuga), biały płaszcz (wszyscy moi rycerze ze ślubem Graala będą nosić białe płaszcze-moim zdaniem bardziej to do nich pasuje i wyróżnia na tle pstrokatości armii). Płyty zbroi będą malowane białym złotem (metalizer Vallejo-piękna rzecz). Jako że nie bardzo pasują mi złota GW więc ozdobniki będą malowane mosiądzem z palety Vallejo. No ale zanim dojdę do ozdobników to jeszcze sporo wody w Dzierżęcince upłynie.
Foteczki (wiem że i malowanie kiepskie i foty kiepskie, no ale lepszych fot robić nie umiem, a malowanie-cóż, każdy orze jak może):
Zaznaczam dla wszystkich malkontentów, że to bardzo wczesny WIP. Baza niebieskiego i czerwonego (nie jestem pewien czy to przeszywanica czy pancerz płytkowy, wybrałem pierwszą opcję-będzie z resztą w jednolitym czerwonym kolorze bo tak wygląda moim zdaniem kiepsko), jakieś tam niby-rozjaśnienie niebieskiego (ledwo co widoczne) pierwsza warstwa stali na kolczudze i tyle. Jutro prace powinny być nieco bardziej zawansowane.
piątek, 1 marca 2013
Król Bretów
"Strażnicy z baszty obserwowali jak wielki koniopodobny kształt krąży nad murami twierdzy. Czyżby zostali zaatakowani przez jednego z dzikich hippogryfów? Ale przecież widać było wyraźnie sylwetkę rycerza dosiadającego potwora. Z każdą chwilą hippogryf zniżał się, na jego kropierzu znać było królewskiego lwa. Sierżant pchnął umyślnego do pana. Może ten będzie wiedział co się dzieje.
Dziki wrzask obwieścił mieszkańcom warowni, że hippogryf wylądował. Dosiadający go mąż, pomimo tego, iż był zakuty od stóp do głów w zbroję, bez trudu zeskoczył z siodła. Czeladź obserwowała go z ukrycia. Pan de Preux podszedł do rycerza, uklęknął przed nim i zapytał
-królu mój, czym mnie spotkał ten zaszczyt?
Król Louen nakazał mu wstać i odrzekł:
-dobry król musi wiedzieć jak się mają jego ryerze, a ja staram się być dobrym królem. Chodźmy w jakieś ustronne miejsce, de Preux, chciałbym zamienić z tobą kilka słów."
Jako że pokończyły mi się washe, brak których utrudnia mi malowanie trebuszetu, zdecydowałem się na rozpoczęcie prac od lorda na hipciu. A jako, że jedynym dostępnym lordem na hipciu jest miłościwie nam panujący Louen Lwie Serce którego jestem szczęśliwym posiadaczem, wybór jest prosty. Raczej nie przypuszczam aby znalazł się ona na stałe w mojej rozpisce, niemniej jednak model jest, to głupio żeby straszył mnie po nocach brakiem farby. Zacznijmy więc zabawę. Oto początkowe stadium prac, hipek wyjęty z DOTa:
Dziki wrzask obwieścił mieszkańcom warowni, że hippogryf wylądował. Dosiadający go mąż, pomimo tego, iż był zakuty od stóp do głów w zbroję, bez trudu zeskoczył z siodła. Czeladź obserwowała go z ukrycia. Pan de Preux podszedł do rycerza, uklęknął przed nim i zapytał
-królu mój, czym mnie spotkał ten zaszczyt?
Król Louen nakazał mu wstać i odrzekł:
-dobry król musi wiedzieć jak się mają jego ryerze, a ja staram się być dobrym królem. Chodźmy w jakieś ustronne miejsce, de Preux, chciałbym zamienić z tobą kilka słów."
Jako że pokończyły mi się washe, brak których utrudnia mi malowanie trebuszetu, zdecydowałem się na rozpoczęcie prac od lorda na hipciu. A jako, że jedynym dostępnym lordem na hipciu jest miłościwie nam panujący Louen Lwie Serce którego jestem szczęśliwym posiadaczem, wybór jest prosty. Raczej nie przypuszczam aby znalazł się ona na stałe w mojej rozpisce, niemniej jednak model jest, to głupio żeby straszył mnie po nocach brakiem farby. Zacznijmy więc zabawę. Oto początkowe stadium prac, hipek wyjęty z DOTa:
wtorek, 26 lutego 2013
Nie ma to jak wielki głaz na czyjejś głowie
"Wysoko, w górach zwanych Bladymi Siostrami leży warownia Orle Gniazdo. Władzę w niej dzierży wicehrabia de Preux- mąż ponury, w boju zahartowany, nienawidzący szczerze wszelkiego plugastwa, wojnę miłujący. Dziedzina jego to skalne pustkowie, pełne grasujących Zielonoskórych, Zwierzoludzi a i bandy grasantów często się tam zapuszczają..."
Rywalizację pomału czas zaczynać. Plan na marzec: dwa trebusze i jak się wyrobię lord na hipciu. W piątek-czyli formalny dzień rozpoczęcia foteczki.
Rywalizację pomału czas zaczynać. Plan na marzec: dwa trebusze i jak się wyrobię lord na hipciu. W piątek-czyli formalny dzień rozpoczęcia foteczki.
poniedziałek, 25 lutego 2013
Bretonię czas zacząć...
Na początek- zaczęło się od tego, że w moim rodzimym klubie (Troll Koszalin, aka Zad Trolla) nikt Bretą nie gra. Przez moje łapy przewinęła się chyba każda armia wydana do tego Młotka, ale jakoś na żadną nie mogłem się zdecydować. Wieczny malkontent wciąż uparcie na coś narzekał- a to klimat nie taki, a to figurki paskudne, a to za dużo ich, a to za mało... W końcu po obejrzeniu po raz kolejny "Królestwa Niebieskiego" zdecydowałem się na Bretonię. Zawsze podobał mi się klimat puszek, a że udało mi się sprawić armię całkiem niedrogo,więc tym lepiej.
I tak Rycerzyki oraz, jak to ładnie nasz prezesunio szanowny określił, piechota łanowa kwitną w stanie różnym w walizce, od czasu do czasu (bardzo rzadko) wyciągani na bitewkę lub dwie (pod wieloma względami bardziej pasuje mi 40k, więc częściej grywam w ten system). I tak się zbierałem do ich malowania, zbierałem i zebrać nie mogłem. Aż w końcu, jak to Alc-man z "Wilq'a" mówi-okazja sama dupy nadstawiła...
Niejaki Fireant zaproponował większości środowisk bitewniakowych rywalizację,mającą na celu wyłonienie najsprawniejszego malarza-takiego co w ciągu pół roku jest w stanie ogarnąć jak najwięcej na jak najbardziej przyzwoitym poziomie. A jako że rywalizacja musi być podsycana, więc nagrodą jest walizka pełna dobra, wartości circa 1000 PLNów. Gra warta świeczki jednym słowem, a jako że i tak się za tych biednych rycerzy miałem zabrać prędzej czy później, żeby z czystym sumieniem wziąć się potem za Protektorat do Warmachine, więc postanowiłem stanąć w szranki z wieloma innymi, podobnymi mnie ziutkami śliniącymi się na nagrody za 100 Mieszków Pierwszych. Szans raczej nie mam, bo malarz ze mnie co najwyżej średni, no ale w końcu szarość plastiku przestanie mnie straszyć z walizki, co w sumie jest celem nadrzędnym tego konkursu i dla mnie w sumie będzie najważniejszą nagrodą.
A żeby zasadom stało się zadość, po prawej stronie umieściłem bannerek, gdzie możecie zobaczyć o co w tym wszystkim chodzi.
Zapraszam was wszystkich do obserwowania, jak mozolnie buduję swoją armię oraz czy będę miał na tyle jaj, żeby w natłoku życiowych spraw sprężyć się na tyle, żeby skończyć w terminie cały założony projekt.
BARDZO WAŻNA SPRAWA! Jestem klimaciarzem. Lubię kiedy armia ma otoczkę fabularną i ogólny klimacik. To co będę tu pisał jest TYLKO I WYŁĄCZNIE moim wymysłem, nie mającym najmniejszego zamocowania w realiach historycznych, z których czerpałem, przekręcałem, wybierałem to co mi potrzebne aby pasowało do mojej wizji Bretonii jako kraju oraz mojej armii w szczególności. Dlatego lojalnie ostrzegam, że komentarze w stylu "ale w rzeczywistości to rycerze wcale się tak nie zachowywali, hołd lenny wyglądał inaczej i w ogóle to piszesz bzdury" albo inne w podobnym tonie będą usuwane bez litości i ostrzeżenia. To moja wizja-z pewnością naciągana, miejscami bezsensowna i na pewno durna w duchu heroic fantasy. Jeżeli się wam nie spodoba to, co zamierzam pisać-nie czytajcie bardzo proszę, skupcie się tylko na zdjęciach. To wszystko jest zabawą, pamiętajcie.
Z góry dzięki za dostosowanie się.
Bananek.
A żeby zasadom stało się zadość, po prawej stronie umieściłem bannerek, gdzie możecie zobaczyć o co w tym wszystkim chodzi.
Zapraszam was wszystkich do obserwowania, jak mozolnie buduję swoją armię oraz czy będę miał na tyle jaj, żeby w natłoku życiowych spraw sprężyć się na tyle, żeby skończyć w terminie cały założony projekt.
BARDZO WAŻNA SPRAWA! Jestem klimaciarzem. Lubię kiedy armia ma otoczkę fabularną i ogólny klimacik. To co będę tu pisał jest TYLKO I WYŁĄCZNIE moim wymysłem, nie mającym najmniejszego zamocowania w realiach historycznych, z których czerpałem, przekręcałem, wybierałem to co mi potrzebne aby pasowało do mojej wizji Bretonii jako kraju oraz mojej armii w szczególności. Dlatego lojalnie ostrzegam, że komentarze w stylu "ale w rzeczywistości to rycerze wcale się tak nie zachowywali, hołd lenny wyglądał inaczej i w ogóle to piszesz bzdury" albo inne w podobnym tonie będą usuwane bez litości i ostrzeżenia. To moja wizja-z pewnością naciągana, miejscami bezsensowna i na pewno durna w duchu heroic fantasy. Jeżeli się wam nie spodoba to, co zamierzam pisać-nie czytajcie bardzo proszę, skupcie się tylko na zdjęciach. To wszystko jest zabawą, pamiętajcie.
Z góry dzięki za dostosowanie się.
Bananek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

