wtorek, 28 października 2014

BLOG W PRZEBUDOWIE

Witajcie.
Jak zapewne zauważyliście, dawno dawno nic nie pisałem. Spowodowane było to tzw. "Życiem"-trochę się w nim namieszało i czasu jakby mniej, ale nie tylko.
Przyznaję bez bicia- straciłem zapał. Ilość modeli, które mam do pomalowania mnie przeraża, a tempo w jakim to robię jest ślamazarne, jak ślimak z połamaną nogą. No i, szczerze mówiąc, po osiemnastu latach grania w gry Głównego Wydawcy (bo genialnym nijak go nazwać nie mogę)- już mi się nie chce. Całe szczęście, że do polskiego środowiska wargamingowego doszły tak ciekawe tytuły jak WM/H (który już tu zagościł), Infinity (w którego modelach się zakochałem od pierwszego rzutu okiem), Malifaux (ze swoim groteskowym, świetnym klimatem) i wiele wiele innych. Chciałoby się mieć każdą armię do każdego wydanego systemu, ale w totka jeszcze nie wygrałem, więc skupię się na kilku aspektach.
Aha. Razem z moją Lepszą Połową odkrywamy od jakiegoś już czasu urok współczesnych gier planszowych. W miarę możliwości i odkrywania nowych tytułów, będę się z Wami dzielił moimi wrażeniami, spostrzeżeniami i innymi -niami jakie jeszcze mi tylko przyjdą do głowy.
Ale na razie przerwa. Prąd wyłączamy do przyszłego tygodnia, kiedy to w końcu okołożyciowe zawirowania będą miały swój (miejmy nadzieję) happy end.
Czołgiem, trzymcie się mocno, bo jesień już ku końcowi idzie a wiatr coraz mocniejszy.

środa, 23 lipca 2014

Gorax redone

Jak pisałem ostatnio-zmieniam imidż swojej armii. Dlatego trzeba nanieść poprawki na to co już było zrobione. Na pierwszy rzut idzie Gorax. Wygląda to tak:



 Ot, takie drobne poprawki w stylu przemalowanie karwaszy. Chyba jest OK.
Następnym razem powinien już być gotowy drugi Kamień.
Czołgiem!

czwartek, 3 lipca 2014

Wiklinowy człowiek

No, nie do końca wiklinowy. Zrobiony z patyków i głazów. Taki sobie wesoły ludek, czyli pierwszy (z dwóch) Woldwardenów. Model o tyle fajny, że prymitywny (jak coś zbudowane z kamienia i gałęzi) i przyjemny w malowaniu (jak wszystkie z resztą bestie Orborosu). Początkowo chciałem zrobić czarne runy, potem jednak zmieniłem zdanie i próbowałem zrobić z nich OSL. Nie wyszło to za dobrze, ale model w sumie w całości prezentuje się przyzwoicie i chyba nie odbiega od reszty armii.



Krawędź podstawki będzie jeszcze przemalowywana, ale to w przyszłości. Do najbliższego turnieju mam miesiąc, więc spokojnie zdążę. Jutro-powrót Goraxa.
Czołgiem!

czwartek, 26 czerwca 2014

Ostrze Jesieni

Witajcie.
Zasadniczo to dzisiejszy post miał być wczorajszym, ale jakoś tak wróciłem po nocy do domu, zamknąłem na chwilę oczy i otworzyłem je 5 godzin później, kiedy to trzeba było zawijać klocki na bitewkę. Próby kombinowania skończyły się dość głupią porażką (jak to dobrze, że na turniejach nie gra się na wyrzynkę), no ale to jest akurat najmniej istotne.
Postanowiłem trochę zmienić schemat kolorystyczny mojej armii, dlatego w ciągu kilku najbliższych dni będą pojawiać się nowe "odświeżone" wersje starych modeli. Ale to dopiero w ciągu kilku najbliższych dni, bo na razie udało mi się skończyć parę dni temu jedną z moich...warloczek? Dziwnie to brzmi, ale wiadomo o co chodzi. Zgodnie z tytułem posta-chodzi oczywiście o Morvahnę the Autumnblade. Model o ironio (przynajmniej moim zdaniem) jest jednym z brzydszych do Kręgu Orborosa (i jednym z brzydszych Warlocków w ogóle). Oczywiście, są ludzie którzy wyciągają niesamowite efekty (poszukajcie sobei na Cool Mini or Not jak nie wierzycie), ale jako, że malarz ze mnie przeciętny (o czym stale wspominam, żeby nikt nie zapomniał), to jeszcze nie miałem do niej jakoś serca. Koniec końców, pierwotna wersja Morvahny prezentuje się tak:



Oryginalną rękę (lewą) gdzieś mi wcięło, na szczęście udało mi się znaleźć zamiennik, dzięki któremu Morvahna prezentuje się (moim zdaniem lepiej). Jak Warlock a nie nekromanta wyciągający umarlaki z ziemi (jakoś takie mam skojarzenie z pierwotnym wzorem tego modelu).
Czołgiem-jutro (jak nie zapomnę :P) kawał głazu.
Czołgiem!

wtorek, 24 czerwca 2014

Krasnal z przypadku

Witajcie.
Dzisiejszy temat tak naprawdę wyniknął z przypadku. Zaczęło się od tego, że szukałem jakiegoś, no może nie wypasionego, ale przynajmniej fajnego i ciekawego wzoru dla Lorda mojej krasnoludziej armii. Jako, że modele GW są hmm, no dosyć drogawe, na dodatek wydane w finecaście (o solidny kawałek metalu naprawdę trudno), a ponadto wzory, które mi się podobają są dostępne tylko przez Mail Order, trzeba było znaleźć alternatywę. Po pierwsze-wiadomo, Reaper i jego cudne zamienniki do wszelkich systemów fantasy. W ofercie jednak nie znalazłem tego, co by mi podpasowało, więc szukałem dalej. Hasslefree z kolei ma tylko co niektóre modele ładne (vide Slayerka z poprzedniego postu tudzież jej "siostra" która z czasem trafi na warsztat), Lord z Avatars of War jest trochę dla mnie zbyt "klockowaty", więc też niekoniecznie. No i w końcu trafiłem na firmę, która również produkuje zamienniki-tutaj typowo battlowe i (w większości) czterdziestkowe, czyli Sciborminiatures.
Modele Ścibora znają chyba wszyscy-nawet jeżeli nie z widzenia, to przynajmniej ze słyszenia. Fantastyczne zamienniki Kosmicznej Piechoty Morskiej (dla mnie trochę przebajerzone, ale z drugiej strony widać, że to w końcu wybrańcy Imperatora a nie armia klonów z "Gwiezdnych Wojen"). No i fajne krasnale.
Początkowo wybór był inny, poszło zamówienie no i klops! Nie spojrzałem dokładnie i okazało się, że zamówiłem krasnala w niewłaściwej skali. Lipa po całości, szczególnie że zbliżał się festiwal modelarski, w którym za najlepiej pomalowaną figurkę ze stajni Ścibora można było zgarnąć syte fanty.
Na szczęście w sklepie, w którym robiłem zamówienie było jeszcze parę krasnali, więc popatrzyłem, popatrzyłem i wybrałem przedstawiciela Gwardii Książęcej-krasnala tak dumnego, że z powodzeniem może robić za Lorda. Na dodatek ma podstawę idealną pod Kamień Przysiąg, co tym bardziej było mi na rękę, bo w obecnej edycji to bardzo fajna sprawa.
Enjoy!




Jutro w końcu coś do mojego Orborosu, czas się za niego wziąć, bo za miesiąc z okładem turniej, na którym planuję ugrać coś więcej niż szanse na pocieszkę :)
Czołgiem!

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Powrót do korzeni

Witajcie.
Historia zatoczyła koło, a wraz z nią (oraz zaliczeniem po drodze kilku innych armii z mniej lub bardziej mizernym skutkiem) powróciła moja najukochańsza rasa fantasy w wydaniu fantasymłotkowym, czyli Krasnoludy.
Krasnoludofilem jestem od zawsze (a właściwie od kiedy zacząłem grać w WFRP). To nie to co spe...khehm... lubiące tęczę Elfy (nawet te złe są khekhm, lubiące tęczę, przynajmniej w wydaniu młotkowym), nie to co sztampowi ludzie, nie to co jakieś obżerające się kudłatostope ludziki. Sól ziemi, wszystkie ich dokonania zostały osiągnięte uporem i ciężką pracą. Bez jakieś badziewnej magii, bez ułatwiania sobie życia, bez oszustw i sztuczek.
No, a ponadto kto nie lubi zapachu prochu? Bo pod tym względem Krasnoludy są jak mało kto.
Armia pomalutku się montuje, a ja zdecydowałem, że zacznę malowanie od modeli które są dla mnie kwintesencją fantasy Młotka. Chodzi oczywiście o Zabójców/Pogromców/cokolwiek Trolli. Nie ma dla mnie WFB bez Zabójców, nie ma dla mnie młotkowych Krasnoludów bez Zabójców, a jeżeli idzie o Krasnale z innych systemów czy w ogóle światów fantasy, to zawsze mam nadzieję (mimo, że wiem iż nie będzie miało to miejsca), że gdzieś tam zamajaczy, choćby w oddali, pomarańczowy irokez...
Na początek trzy. Dwa by GW, jeden by (zdaje się) Hasslefree (zgadnijcie który :P). Na małej dioramce czy jak kto woli-dużej podstawce.



Z rudych jestem baaaaaardzo zadowolony. Wiem, że nie są pozbawieni mankamentów, ale-po pierwsze-modele tak wdzięczne do malowania, że to sama przyjemność, a dwa-jak na moje możliwości wyszły bardzo bardzo dobrze. Tyle na dzisiaj, jutro dalsza część(trochę mniejsza) spotkania z Krasnoludami (tym razem ze stajni Sciborminiatures).
Czołgiem!

niedziela, 22 czerwca 2014

Traszka

Witajcie.
Jakiś czas temu zapoznałem Was z moim pomysłem na Imperialną Gwardię. Pomysł upadł, a to z tego prostego powodu, że do głosu (po obejrzeniu po raz kolejny "Czasu Apokalipsy") doszedł mój pierwszy najpierwszy ze wszystkich inny pomysł, a mianowicie najtwardsi twardziele z twardych-Catachańscy Wojownicy Dżungli. Przywitajcie 13 Pułk Imperialnej Gwardii (albo jak kto woli, Gwiezdnej Armii czy jak to tam przetłumaczyć) "Szczekające Ropuchy" (Z angielska zwane Barking Toads).
Czym jest szczekająca ropucha to każdy wielbiciel fluffu wie, a ci co fluffu nie znają, niech wiedzą, że jest najbardziej jadowitym stworzeniem w całym uniwersum-zaniepokojona po prostu wybucha zostawiając po sobie malutki kraterek oraz półtorakilometrową strefę skażenia jadem tak silnym, że przeżera się spokojnie przez pancerze energetyczne Kosmicznej Piechoty Morskiej.
Strukturę armii przedstawię przy okazji, natomiast (jako, że wszyscy kochają słit focie z rąsi), parę zdjęć pierwszego ukończonego (w bólach) pojazdu-Samobieżnej Wyrzutni Rakiet "Mantikora", o nazwie fabrycznej "Cynops" (czyli jednego z gatunków traszki, a co!).




Zaraz ktoś zapyta: "a czemu ona ma fioletowe camo"?
No cóż-taka jest moja koncepcja. W uniwersum, gdzie jest milion stref wojny łatwo mi sobie wyobrazić planetę tak zanieczyszczoną, że liście drzew, mury budynków czy nawet ziemia są fioletowe. Fiolet to deż dobry kolor do walk nocnych. A ponadto to Catachanie-mają głęboko, czy kamuflaż jest skuteczny-to ONI mają się bać nas a nie my ICH.
Z Mantikorą strasznie strasznie się męczyłem. Nie miałem na nią zupełnie pomysłu, na dodatek kupiłam ją już sklejoną, z niezeszlifowanymi liniami podziału no i chciałem to jakoś przymaskować. A na to są dobre ciemne kolory-początkowo miała być tylko fioletowa (w trzech różnych odcieniach), ale w pierwszej wersji kamuflażu nie wyglądało to dobrze, dlatego dodałem przełamujące monotonię biel i czerń. Gąsienice czyste, bo:

  • nie lubię syfu na figurkach oraz
  • nie umiem nakładać oraz nie posiadam pigmentów
A ponadto mam w domu tyle modeli do pomalowania, że na razie nie chce mi się w to bawić. Jak wszystko ogarnę, wtedy zajmę się za picowanie-na razie to ma być horda, która ma się przyzwoicie prezentować na stole.
Jutro-coś dla wielbicieli fantastycznego Młotka. Powrót mojej starej (i odrzuconej) miłości-od której zaczęła się moja przygoda z Młotkami wszelkiej maści oraz poważne granie w bitewniaki.
Czołgiem!