niedziela, 15 lutego 2015

Z poradnika młodego modelarza cz.2: PĘDZLE

Witajcie.
Trochę czasu upłynęło od ostatniego posta, w którym pojawił się Smutny Edzio z jego nieszczęśliwą miną. Niestety, tak się składa, że obecnie czas na malowanie posiadam tylko w wekendy, ale po ciężkiej tygodniowej harówie trochę jakby chęci mniej do tego. I tak moje armie wciąż straszą szarym plastikiem/metalowym metalem/białojakąś żywicą (zależnie od systemu). W końcu zmobilizowałem się dziś do popaćkania farbą tego i owego, spojrzałem na stojak i naszła mnie myśl.
Myśl o tym, że są pędzle i pędzle. Jedne mogę używać przez X lat i wyglądają jakby wyszły prosto z fabryki a inne rozjeżdżają się zaraz po zamoczeniu w farbie- lub co gorsza w wodzie. Dlatego postanowiłem się podzielić z Wami moim własnymi i osobistymi przemyśleniami na temat pędzli różnych firm, jak się nimi maluje, jak się zachowują i tak dalej i tak dalej. Jedziemy z koksem.

Natural czy syntetyk?
Pierwsza moja figurka pomalowana kiedykolwiek, śmiejcie się lub nie, była malowana zaostrzoną zapałką. Ja na ówczesne możliwości wyszła całkiem przyzwoicie. Nie było oczywiście mowy o cieniowaniu, freehandach czy innych zaawansowanych technikach, ale kolory były nałożone w miarę równo, w miarę cienką (o ile to możliwe w wypadku farb olejnych) warstwą i spojrzenie na nią nie wypalało oczu.
Potem odżałowałem piątaka wyżebranego od rodziców i kupiłem sobie pędzel. Gościu w sklepie pyta mnie o rodzaj włosia- naturalne czy syntetyczne. Nie wiedziałem co wybrać, więc wybrałem naturalne. I tak tym naturalnym malowałem przez następne 17 lat i nawet mi do głowy nie przyszło, żeby kupić syntetyk.
Aż pewnego pięknego dnia ubiegłego roku poszedłem zaopatrzyć się w pędzle. Traf chciał, że akurat skończyły się naturalne i były tylko syntetyki. Chcąc nie chcąc kupiłem co było, zabrałem się za malowanie i wiecie co? NIC. Nie ma absolutnie żadnej różnicy. A w każdym bądź razie dla tak niedzielnego malarza jak ja. Więc tak naprawdę jest to kwestia preferencji, czy wolicie wyciągać zwierzątkom włosy z ogona czy zatruwać Matkę Naturę odpadami po tworzywach sztucznych. Maluje się dokładnie tak samo.

Mag-Pol
Chyba większość z Was rozpoczynała zabawę z malowaniem od pędzli Mag-Pola. Duża rozpiętość grubości pędzla, powszechna dostępność i co najważniejsze- są chyba najtańsze na rynku. Przez długi czas bardzo dobrze mi się malowało Mag-Polami, ale w pewnym momencie coś się stało. Początkowo mogłem malować takim pędzlem przez dwa-trzy lata, ale od jakiegoś czasu ich wytrzymałość spadła. Miesiąc, góra dwa to max co udało mi się wyciągnąć. Dobre na początek do nauki malowania, ewentualnie dla tych, co nie żal im wywalić piątaka na pędzel do pomalowania jednej figurki.

Citadel
Do Cytadelek długo nie mogłem się przekonać. Drogie (a ja z założenia nie płacę więcej tylko dlatego, że jest na produkcie metka jakiejś firmy), jakieś dziwne "fajn ditejl brasz/normal brasz/drajbrasz brasz" i tego typu wynalazki zamiast uczciwej numeracji jak to się powszechnie przyjęło. No i ciężko to było dostać, trzeba było zamawiać, a wiadomo- jak nie masz od razu to się nie chce czekać. No ale pewnego dnia moja lepsza połowa sprezentowała mi pędzel Citadel, a ja wziąłem się do malowania.
Znaczy wziąłbym się, gdyby nie to, że po włożeniu do wody standard brush rozjechał mi się tak, że przypominał szczotkę do szorowania sedesu.
Firma Citadel niech zajmie się produkcją farb bo pędzle robi zupełnie DO DUPY!!! OMIJAĆ SZEROKIM ŁUKIEM!!! Chyba, ze lubicie się potem wściekać na siebie, że wywaliliście 15PLN w błoto.

Italeri
Włoskie pędzle przeznaczone dla modelarzy redukcyjnych, co nie oznacza, że nie możemy nim malować naszych pacynek. Wytrzymałość- ciutkę większa od Mag-Poli (obecnym zestawem maluję już piąty miesiąc), cena- porównywalna (za swoje płąciłem chyba 5,50PLN). Dla mnie osobiście numer jeden w kategorii pędzli tanich.

Kozłowski
Pędzle Kozłowskiego (z włosia czerwonej kuny, bo robią też inne) wypróbowałem tylko raz. Pędzel wytrzymał dobre dwa lata, zanim rozjechał się zupełnie. Bardzo bardzo dobre pędzle, chociaż (o ile nic się nie zmieniło) tylko od producenta- co niestety oznacza czekanie. Dosyć drogie (za swój płaciłem chyba 18PLN+przesyłka), ale warto i poczekać i wydać trochę więcej. Numer jeden ze średniej półki.

Lootpile
Do pędzli tej firmy podchodziłem, nie ukrywam, jak do jakiejś relikwii, ponieważ poleciła mi je osoba naprawdę znająca się na malowaniu (w przyszłym roku jego praca będzie jedną ze 100 znajdujących się w limitowanym katalogu Cool Mini or Not), sędziego modelarskiego którejś tam klasy, właściciela sklepu modelarskiego- krótko mówiąc osoby ze wszech miar kompetentnej. Cena nie bardzo jakaś wygórowana (około dychy) i zachęta z jego strony przekonały mnie do zakupu dwóch- normalnego i do detali. No i niestety, zawiodłem się strasznie, ponieważ oba zachowały się dokładnie tak samo, jak wspomniany wyżej pędzel Citadel. Któregoś dnia może się odważę i kupię syntetyki (pędzle, które się rozjechały były naturalne), ale coś czuję, że szybko to nie nastąpi.

AK Interactive
Tę firmę kojarzycie pewnie raczej z produkcji różnych bajerów do robienia weatheringu, battle damage'u i innych "urealnień" na modele. Niemniej jednak wypatrzyłem gdzieś też ichnie pędzle. A że były relatywnie niedrogie (poniżej dychy) to zdecydowałem się wypróbować. Wrażenia? Pędzle przyzwoite w malowaniu, ale niekoniecznie przyzwoite w czyszczeniu i wytrzymałości. Niemniej jednak to wciąż bardzo dobre pędzle w średnim przedziale cenowym.

Winsor&Newon series 7
Legendarne pędzle WN S7 to coś, o czym dużo czytałem ale cena mnie odstraszała. Ponad trzy dychy za pędzel? Za to mam Mag-Poli na dwa lata malowania. W końcu jednak się przełamałem i odżałowałem. Pędzel ma około roku, ale wciąż wygląda jakby wyszedł z fabryki. Nawet nie próbuje się rozjeżdżać, odkształcać, nic. Absolutna rewelacja. Warte każdej wydanej na nie złotówki. Numer jeden ze wszystkich pędzli ever.

Więcej pędzli nie pamiętam. Można oczywiście próbować męczyć się z pędzlami do plakatówek, ale lepiej wydać te dwa złote więcej i kupić sobie Mag-Pola, którym będzie można w miarę uczciwie popracować.
A jak Wasze przemyśłenia? Podzielcie się.

Czołgiem!

poniedziałek, 2 lutego 2015

Smutny Edzio i kompanija

Witajcie.
Na przekór wszystkim i wszystkiemu, z uporem maniaka wystawiam Securitate- jednostkę, która fajnie wygląda na papierze, bo i dobrze postrzela, i Szósty Zmysł drugiego poziomu i biega z anteną na plecach... i kosztuje jakieś abstrakcyjne punkty. Niemniej w swojej wspaniałości postanowiłem, że tak powiem, ugrywalnić jednostki bezpieczeństwa Tunguski i znaleźć dla nich zastosowanie. A, jak powszechnie wiadomo, pomalowane figurki radzą sobie lepiej. I tak narodził się Smutny Edzio. Czemu Edzio? Bo tak. A czemu smutny? No bo ma takie smutne oczka i w ogóle...


Naprawdę, z tym modelem wszystko byłoby git gdyby nie te OCZY, KTÓRE MIAŁY BYĆ OK A WYSZŁY BEZNADZIEJNIE JAK ZAWSZE!!! NOŻ DO LADACZNICY NĘDZY!!!

Edzio przyprowadził ze sobą paru towarzyszy lubiących nieczyste zagrania. Perwszym z nich jest Zeroska z czymś, co przypomina granat trzonkowy, ale tak naprawdę jest E/Maulerem.



A drugim ulubiony komandos wszystkich graczy Nomadami (poza tymi, co grają sektorówką Bakunina), Intruder, obowiązkowo z MULTI snajperką.



Ale oczywiście Bakunin nie gorszy i też ma swoich komandosów. Może nie z tak wypaśnym sprzętem jak X-Visor, ale za to z infiltracją i ładunkami wybuchowymi. Prowler się kłania.



No i na koniec dziewczę, które jest jedną z moich ulubionych jednostek- bynajmniej nie ze względu na statystyki, koszt czy ekwipunek. Bounty Hunterka, oryginalnie liniowa Kozaczka (ale durnie to brzmi...). Ale, że potrzebowałem snajperki, to oderżnąłem jej rączkę przy łożu kałacha (zrobiłem z niej celownik optyczny) i wykorzystując kawałek grubszego spinacza dorobiłem jej dłuższą lufę. Moim zdaniem wygląda OK (tylko oczywiście wygląda jak panda bo nie umiem malować oczu :( ).


Nie chciałem robić jej pasującego do całości granatowego munduru, ale żeby utrzymać klimat miejski, pasujący do podstawek, pokusiłem się o zrobienie urban camo w stylu ateków. Chyba wyszło na tyle przyzwoicie, że nie mam się czego wstydzić.

A na koniec rodzinna foteczka.
Nomadzi idą tymczasowo w odstawkę, do czasu aż nie zorganizuję dla nich większej ilości podstawek (szybki rzut oka mówi mi, że pomalowałem na razie około połowy). Następny projekt to Svalarheimowo-Rycerska PanOceania, a w każdym razie jej początek. Skromny bo skromny,ale mam nadzieję, że żwawo pójdzie bo mam już od groma modeli do Haqqislamu do maźnięcia. I paru Szkotów. I Chińczyków. I... strasznie się tego namnożyło...
Czołgiem!

sobota, 24 stycznia 2015

Przewodnik po frakcjach

Witajcie.
Zgodnie z obietnicą- krótki przewodnik po frakcjach. Jedziemy z koksem.

PanOceania
PanOceania to numer jeden ludzkiej sfery. Frakcja najbogatsza, najlepiej wyszkolona, najlepiej wyposażona we wszelkiego rodzaju nowinki techniczne. Tacy "Amerykanie" z innych systemów- malują się na niebiesko, biegają beretach i ogólnie odpowiednik Capitolu z WarZone'a czy Ultramarines z WH40k.
Ale żeby było śmieszniej- to wcale nie Amerykanie. To Niemcy, Norwegowie, Szwedzi, Finowie, Hindusi czy Maorysi ale nie Amerykanie.
Czym się charakteryzują? To najlepiej strzelająca frakcja, gdzie zwykły liniowy trep strzela porównywalnie do elitarnych snajperów innych armii. Sporo zrobotyzowanej maszynerii (TAGi i REMy). Ale lekarze czy inżynierowie są, oględnie mówiąc, przeciętni (ale przynajmniej mają ładne figurki :P). Armie sektorowe mają dostęp do jednostek ALEPHu, łatających skutecznie niedociągnięcia własnych oddziałów.

Yu Jing
Numer dwa Ludzkeij Sfery, za wszelką cenę starający się dogonić PanOceanię. Jednoczy nacje Dalekiego Wschodu (głównie Chińczycy i Japończycy). Również sporo REMów, ale i jednostki typu Ninja czy motocykliści na ścigaczach. Dobrze klepie się w walce wręcz, ma parę brudnych sztuczek w zanadrzu (typu Ninja w termooptyce), do porządnej wymiany ognia nadaje się jak, no każdy inny. Czyli można postrzelać, ale lepiej byłoby wykorzystać te Sztuki Walki.

Ariadna
Ariadnianie to potomkowie pierwszych kolonistów, którzy zaginęli w akcji dobrych parędziesiąt lat wcześniej. Mieszanka Szkotów, Francuzów, Kozaków i Amerykanów. Trochę zacofana, bez nowinek technicznych typu kamuflaż termooptyczny czy celownik wielowidmowy (a co, lepiej brzmi niż wizjer multispektralny :P) nadrabiający za to bitnością i ogromną ilością zakamuflowanych jednostek i świetnych snajperów. No i ma wyjątkowo wrednych spadochroniarzy.

Haqqislam
Muzułmanie, którzy porzucili fundamentalizm i wrócili do korzeni swojej religii. Najlepsi lekarze w Sferze, świetni snajperzy, sporo ciężkiej, dwuwoundowej piechoty. Za to mało REMów i tylko jedne TAG. Doskonali do wymiany ognia na dalekie zasięgi. No i druga armia posiadająca motocyklistów w armii (chociaż tutaj to z kolei banda harleyowców).

Nomadzi
Nomadzi to hipsterzy, którzy postanowili zbuntować się przeciw obowiązującemu status quo i olać obowiązujące konwencje i zakazy. Są nacją handlującą gdzie się da i czym się da. Składają się na nią trzy ogromne okręty kosmiczne: Corregidor (handlujący wojskiem, zapewniający najlepszych najemników w Sferze), Bakunin (dealujący wszystko co niezwykłe, nielegalne albo oba naraz- począwszy od sztucznych włosów skończywszy na wyszukanych narkotykach bojowych) oraz Tunguska (handlująca szeroko pojętą informacją). Ma najlepszych inżynierów i hackerów. Strzelają się jak każda inna frakcja, ale mają w zanadrzu parę brudnych sztuczek, typu schowana tu lub tam termooptyka.

ALEPH
ALEPH to sztuczna inteligencja zarządzająca Ludzką Sferą. Postanowiła stworzyć swoje wojska w oparciu o archetypy greckich herosów z mitologii, stąd takie jednostki jak Achilles, Ajax czy Andromeda. Jak to sztuczna inteligencja- sporo REMów, nieźli hackerzy no i dobrze się klepią i strzelają. Frakcja powszechnie uważana za najbardziej powergamerską w systemie.

Połączona Armia a.k.a. Kombinat
 Agresywna nacja, która wtargnęła w Ludzką Sferę. Wielkie małpy i żukopodobne stwory. Twarde dranie, które ciężko ubić, na dodatek nieźle się klepią i nieźle strzelają.

Tohaa
Tohaa to druga nacja obcych, uciekająca z kolei przed Kombinatem. Osobnicy słabowici, kruchej budowy ciała. Ale pod względem broni biotechnologicznej zdecydowany numer jeden.

To tak pokrótce. Zainteresowanych zapraszam na oficjalną stronę wydawcy, gdzie możecie poczytać więcej o interesującej Was frakcji. Jest tam nawet taka tabelka, w czym dana armia przoduje (jakkolwiek niekoniecznie się zgadzam).

Czołgiem!

piątek, 23 stycznia 2015

Czo ta Infa?

Witajcie.
Tak sobie maluję, robię zdjęcia, katalogi czy piszę jakieś głupoty o tej całej Infie, ale może część z Was nie ma pojęcia (a przynajmniej bardzo mgliste) o tym, co to w ogóle jest? Spieszę przeto podzielić się moimi wrażeniami i ogólnym zarysem co to to to i o co cho.

Infinity to system skirmishowy stworzony przez hiszpańską firmę Corvus Belli (robiącą również figurki historyczne w skali 15mm). Skirmishowy, to znaczy taki, gdzie na stole nie potrzebujesz morz modeli- 20 to bardzo dużo, z reguły ich liczba waha się między 10-15. Oczywiście, nikt nie zabroni nikomu toczyć bitew na ogromne punkty z setkami figurek, niemniej jednak system jest stworzony tak, że jest to w znacznej mierze utrudnione (oczywiście nie niemożliwe).

Skirmishówek na polskim rynku jest sporo (od popularnego niegdyś Mordheima czy jego następcy- Warheima, Wolsunga, Malifaux, Umbra Turris, niegdyś grywano również w Necromundę, Gorkamorkę, skłonny byłbym nawet pokusić się, że dawno zapomniane dziecko GW łączące RPG i bitewniaka czyli Inquisitor to też w jakimś stopniu skirmishówka),więc co ten system wyróżnia na tle innych?

Ano rzeźba modeli, przecudnej urody (chociaż nie jest to Malifaux, które na dzień dzisiejszy jest szczytem urody modeli do bitewniaka) i zasady. Zasady szybkie, dynamiczne, wymagające sporo kombinowania, ale przede wszystkim- nie powodujące nudnych przestojów (jak to zwykle bywa w "klasycznym" bitewniaku, podzielonym na tury graczy) ponieważ nasi żołnierze mogą reagować na ruchy przeciwnika na bieżąco. Brzmi dziwacznie? Na początku, po 18 latach grania w systemy GW, też tak uważałem. A teraz, po dwóch miesiącach dość intensywnej gry w Infinity stwierdzam, że ze swoim przestarzałym systemem GW jest 100 lat za Afroamerykanami. Nic nie jest chyba tak irytujące, jak to, gdy przeciwnik turla kostkami, my ściągamy garściami figurki ze stołu i nic nie możemy zrobić. Mieliście tak? Ja wiele razy. Ale teraz, jeżeli wojak, będący w kluczowym momencie bitwy we właściwym miejscu, zginie, to wiem, że przynajmniej częściowo będzie to moja wina, ponieważ podjąłem błędną decyzję, a nie sprawił tego ślepy los (w postaci niezdanych czterech z pięciu sejwów na 2+).

No i klimat. Gra wprost ocieka klimatem (co prawda, nie jest to taki grimdark jak mój ukochany-stary, przed tym jak SM zaczęli się bratać z "wybrańcami Imperatora" znanymi bardziej jako Tau-fluff czterdziestkowy), ale jest go wystarczająco, żeby czerpać przyjemność nie tylko z gry, ale i ze świata, w którym gra się toczy.

Jaki to klimat? Pomieszanie S-F z cyberpunkiem. Oglądaliście może "Ghost in the Shell"? Bubblegum Crisis"? "Macrossa"? Jeżeli nie, polecam. Jeżeli tak, to już wiecie o co chodzi.

Gra toczy się w (dość dalekiej) przysłości, za ok. 170 lat. Ludzkość podzieliła się na ponadnarodowe korporacje i wyruszyła w gwiazdy. Ponadnarodowe w pełnym znaczeniu tego słowa, ponieważ w ramach jednej frakcji możemy spotkać i Brytyjczyków i Kozaków i Francuzów i nawet Szkotów. W innej z kolei Niemców, Skandynawów wszelkiej maści czy Hindusów. Pełen przemiał, wszystko pomieszane ze wszystkim.

No i mamy dwie rasy Obcych- Kombinat (chociaż właściwa nazwa to Połączona Armia) gdzie spotkać możemy przerośnięte małpy walczące ramię w ramię z owadopodobnymi stworzeniami oraz Tohaa- armia, która uciekając przed Kombinatem natrafiła na ludzi i która ma swoje własne, tajemnicze cele.

A ponad wszystkim jest Wielki Brat- ALEPH, Sztuczna Inteligencja, przenikająca całą Ludzką Sferę. No, prawie całą, bo przecież muszą być jacyś hipsterzy, którzy odrzucą obowiązujące status quo. W końcu konwencja zobowiązuje ;)

Jeszcze słówko o modelach. Modele dość mocno są stylizowane na mangę- jeżeli ktoś nie lubi tego typu klimatów, mogą mu nie podejść. Z drugiej strony, to chyba najbardziej poprawnie pod względem anatomicznym wyrzeźbione modele przeznaczone do gry. Wiadomo, bitewniaki to raczej gra dla dużych chłopców, więc wiadomo, że napierśnik modelu przedstawiającego kobietę musi być odpowiednio wyklepany a dolna część garderoby odsłaniająca to i owo ;) Nie jest to jednak na tyle powszechne (wręcz przeciwnie, wraz z nowymi modelami ten trend jest jakby- ku mojemu ogromnemu rozczarowaniu- zanikający. Z drugiej strony- duże dziewczynki też znajdą napakowanych testosteronem mięśniaków z gołymi klatami na wierzchu. Dla każdego coś miłego ;)

Frakcji jest niewiele, bo raptem 8. 5 typowo ludzkich, 1 prawie-że-ludzka (ALEPH) i dwie rasy Obcych (Kombinat i Tohaa). Ale prawie każdą z nich można złożyć na co najmniej trzy różne sposoby (z wyjątkiem ALEPHu, gdzie są tylko dwie możliwości, PanOceanii, gdzie wariantów jest aż cztery i Tohaa, gdzie wyboru nie ma żadnego, co najwyżej w doborze jednostek). A już zapowiadane są następne- czyli jeszcze więcej zabawy, jeszcze więcej kombinowania.

Jeszcze jedno, co jest ciekawe w tym systemie- nie ma tu tzw. metagame'u. Rozpiski są tak unikatowe, jak gracze, którzy je tworzą. Nie ma tutaj prostego rozwiązania, znanego z innych systemów (wrzucić najwięcej koksów i dopchać jakimiś cieniasami w minimalnej liczbie, bo muszą być). Dany żołnierz na papierze może być mocno taki sobie, ale, w zależności od scenariusza, który gramy, jego obecność może być nagle nieodzowna. Wiadomo- są wybory łatwiejsze, które wrzuca się niejako automatycznie. Ale jednostek zupełnie nieużytecznych jest tyle (zaznaczam, że we wszystkich armiach w systemie), że można by je na palcach jednej ręki wyliczyć. Co świadczy i o dobrym balansie i o tym, że jednostki są porządnie testowane przed wydaniem.

Tyle na dziś. Jutro (jak mi się będzie chciało, bo znowu mi się zaczyna nie chcieć...) pokrótce opiszę poszczególne frakcje. Może ktoś się zainteresuje systemem i mój post będzie dla niego jakąś wskazówką?

Czego i Wam i sobie życzę.
Czołgiem!

wtorek, 20 stycznia 2015

Nemesis Sherlocka

Witajcie.
W końcu dokończyłem to, co było już od dawna rozgrzebane. Na warsztacie miałem akurat modele, które bardzo podobają mi się wizualnie więc i malowanie ich było przyjemnością- co prawda rozciągniętą w czasie, ale w końcu zakończoną.
Na początek tytułowa nemesis Sherlocka Holmesa. Kto czytał, ten wie, że ową nemezis był profesor Moriarty. Moriarty będzie, ale nie profesor tylko Zondcat. Pomocnik pani inżynier z Corregidoru- Carlotty o swojskim nazwisku Kowalsky. Zwanej potocznie Kowalską.


Oko tradycyjnie mi zjechało :( Ale przynajmniej patrzy w jednym kierunku. Nie chciałem malować jej w klasyczną murzyńską skórę, ale raczej coś w stylu "za dużo solarium". Usta wyszły mi dokłądnie tak, jak chciałem. No i z Moriarty'ego jestem dumny- to jeden z moich najlepszych modeli.

Następny- najlepszy hacker Ludzkiej Sfery. Interventor z Tunguski. Wersja męska, z, umówmy się, konwertowaną strzelbą. Z nowym kombiakiem już bym tak nie zrobił, a tak wygląda git.
Próbowałem pobawić się z OSL, ale widzę, że żeby opanować tę technikę na poziomie przynajmniej przyzwoitym będę musiał się jeszcze zdrooooooooowo napocić.



I na koniec świeżynka. Spektr prosto z Operation: Icestorm. Jak fajnie te nowe modele się maluje- może dlatego, że są ciutkę większe, a może dlatego, że mają fajne wzory.



I na koniec jeszcze rodzinna sweet focia.
  i tyle na dziś.

Czołgiem!

poniedziałek, 19 stycznia 2015

MÓJ TRUD SKOŃCZON

nie ma zimnioka, jest tylko... i tak dalej i tak dalej.

Skończyłem już cały katalog, jaki chciałem wrzucić. Przed wami cały zestaw Nomadów oraz najemnicy i cywile. Mam nadzieję, że nic mi nie umknęło.
Jutro w końcu coś mojego, aż pięć modeli do pochwalenia się. A przynajmniej 3 :P

Czołgiem!

niedziela, 18 stycznia 2015

Katalog prawie na wykończeniu

Witajcie.
Dzisiaj wrzuciłem całą resztę do jednego wora. Mam nadzieję, że jest wszystko. Jutro czeka mnie trochę zabawy- o ile z najemnikami nie powinno być problemu, tak cywili wyszło już do Infinity całkiem sporo a nie jestem pewien, czy znam wzory wszystkich. Ale tym się będę martwił jutro.

Czołgiem!