poniedziałek, 1 lipca 2013

Pod Egidą cz. I

Zwyczajowego fluffowego wstępniaka nie będzie, bo i o czym tu pisać? Czym jest Egida chyba wie każdy (dla tych co nie wiedzą-najtańszym sposobem zdobycia przyzwoitej p-lotki). Jako, że dzisiaj miałem zaganiany dzień, na dodatek praca na drugą zmianę również nie wpływa zbytnio na możliwość malowania figurek, dlatego wrzucę w sumie zaawansowany bardzo WIP. Jak zobaczycie na zdjęciach-washe jeszcze nie wyschły, gdzieniegdzie widać obtarcia farby czy pewne niedociągnięcia. Pozostanie na koniec pociągnąć wszystko werniksem i już- wieża z działkiem jest (co prawda bardziej jestem przekonany do laski, ale z braku takowej niech będzie sczworzone działko (wiem, kretyńskie określenie, ale równie kretyńskie jak oryginał).

Pitu pitu, dawaj zdjęcia mi tu. Oto i one:



CO prawda postanowiłem wrócić do Malarskiej Aktywacji (bez szans na nagrodę, ale dla własnej satysfakcji) i przez najbliższy miesiąc planuję malować całe moje Dowodzenie (a jest tego sporo- Kantor, dwie Czaple, Libra, pokuszę się nawet o zrobienie Gwardii Honorowej), ale może przy sprzyjających wiatrach wezmę się i za murki do Egidy, bo tak smutno patrzą na mnie te lufy.
Do jutra.

czwartek, 27 czerwca 2013

Dredzik numero uno

"Brat Ramirez, pobłogosławiony Pancerzem Drednota w 657 M.40. Sierżant Drużyny Szturmowej "Ramirez", który w pojedynkę bronił wejścia przez hordą Morgluma Karkołamacza do wieży radiolatarni, aby umożliwić pozostałym braciom wezwanie promu klasy Jastrząb Gromu. Podczas bitwy stracił obie nogi, obcięte energopazurem samego Morgluma, jednakże "odwdzięczył" mu się wbijając prosto do mózgu Zielonoskórego swój miecz energetyczny. Dwóch braci poświęciło swe życia, aby Sierżanta zabrać z pola bitwy."

Co kręci dużych chłopców? Oczywiście szybkie motocykle/samochody i piękne kobiety (w dowolnej kombinacji, są tacy których kręcą piękne motocykle/samochody i szybkie kobiety ;) ). No i oczywiście WIEEEEEEEEELGAAAAAAAAAAAŚNE roboty. Począwszy od "Macrossa" czy "Generała Daimosa" na "Evangelionie" skończywszy. A jako że w naszym ulubionym (wszech)świecie mamy robotów do wyboru do koloru (a Warsztat Gier robi nam ich coraz więcej) to aż żal nie skorzystać.

Co prawda maszyny kroczące zwane z angielska "łokerami" albo przez nieznających dobrej wymowy języka Szekspira i paru innych łebskich typów "łolkerami" od nowej edycji (to jest miłościwie nam obowiązującej Szóstej) dostały z powodu zmian tabelek uszkodzeń pojazdów trochę po dupie, niemniej jednak w swoim radosnym optymizmie oraz upartemu byciu pod względem kompozycji armii hipsterem (gram tym, co lubię a nie tym co jest obecnie najmocniejsze. Co prawda nie pamiętam już kiedy wygrałem dzięki swojemu geniuszowi taktycznemu a nie fartowi w kościach, ale wierzę uparcie że w końcu znajdę tą Jedyną Słuszną Rozpiskę, która nie będzie klonem innych Jedynych Słusznych Rozpisek), więc w mojej armii znalazły się dwa dredziki. Zakute-W-Żelazo oczywiście, ponieważ odzwierciedlają mój raczej agresywny sposób gry (no i nie ukrywam-kupiłem je za grosze, w stanie lepszym lub gorszym).

Ja tu gadu gadu a dziad seropozytywny jak zwykłem niegdyś mawiać. Pierwszy dred skończony już jakiś czas temu, czekał aż się wezmę za zwashowanie go i wykończeniówkę. No i bidok się w końcu doczekał-w ramach washowania Linii Obronnej Egida dostało się i jemu. Ponownie nie jestem zachwycony, no ale jak wspomniałem kiedyś tam-malarz ze mnie raczej marny, ale chodzi o to żeby armia była pomalowana dość przyzwoicie. A dla mnie przyzwoicie jest równoznaczne z "najlepiej jak umiem".



Dred jak to dred, szczególnie szturmowy-lubi oberwać. W końcu jest kozakiem nad kozakami. Pomimo tego, że nie lubię, zdecydowałem się zrobić na nim coś w rodzaju battle damage'u. Ze skutkiem jak widać-szału nie robi, ale od biedy (chyba) ujdzie.

Ramirez czeka jeszcze aż łaskawie mu zamówię żywiczną podstawkę. I jeszcze trochę sobie poczeka (co najmniej dwa tygodnie), chyba że ktoś zna wyniki najbliższego losowania totka i się podzieli, co bym mógł chłopakowi, który zdrowo oberwał już i tak, osłodzić zamknięcie w puszce nową podstawką ;)

Do zobaczenia. Jako że nadchodzi wekend, a zgodnie z zapowiedziami, w wekendy postów nie będzie (rodzina wymaga swoje), najbliższy post w poniedziałek. Chyba że coś na szybko na jutro skrobnę, ale to żaden pewniak. W każdym razie obserwujcie-może coś się pojawi ;)

środa, 26 czerwca 2013

2. Kompania-Drużyna Taktyczna Muñoz cz.1.

"Drużyna Taktyczna Muñoz dowodzona przez Sierżanta Alvaro Muñoza wsławiła się pod czas obrony Świata Rynn niszcząc prawie dwa tuziny orkowych Rzeziblach i Mordodredów oraz niezliczoną ilość szabrowanych czołgów typu Leman Russ. Mało który oddział w szeregach Zakonu może poszczycić się takimi osiągnięciami. Ze względu na swe doświadczenie, Drużynę Taktyczną Muñoz wysyła się zawsze tam, gdzie ich karabiny i działa termiczne będą mogły nieść zniszczenie wrogim pojazdom."

Tyle wstępniaka. Jak zapewne zauważyliście, moje drużyny noszą nazwy od nazwisk swoich Sierżantów. Nie chce mi się za bardzo wymyślać wydumanych nazw, jakie noszą Ultrasi czy inne Zakony. Moim zdaniem nie psuje to do Zakonu-bądź co bądź-na wyginięciu, którego żołnierze to weterani najgorszych bitew. Niech sobie "Nieśmiertelnymi" czy "Chlub Ultramaru" będą ziutkowie w niebieskich pancerzach z odwróconą omegą na prawym naramienniku. U mnie po prostu będzie drużyn-sierżant.

Co by nie gadać po próżnicy, faza początkowa:

Wszyscy są z odzysku-jedni bardziej dobici po zbyt długim moczeniu w płynie hamulcowym, inni mniej, Staram się z nich odzyskać to co się da-jak wyjdzie, będziecie mogli ocenić sami jak już ich skończę.
Na początek poszło dwóch typów: zwyklak z bolkiem i specjalista z działem termicznym. Oczywiście ja jak to ja, musiałem zamulić i pomyliłem słoiczki, więc jeden oberwał błyszczącym podkładem:

Na szczęście farba trzyma się bardzo przyzwoicie i nie ma z tym problemów. Oto ziutkowie po nałożeniu dwóch pierwszych warstw farby na pancerze:

Nawet nie ma przebłysku błysku że tak powiem, Ziutek z bronią ciężką poszedł na drugi plan, skupiłem się na drugim taktycznym. W ruch poszły washe, farby i inne wynalazki. Mam tylko problem z nakładaniem kalkomanii-muszę sobie chyba sprawić decal fixa czy jak to tam się nazywa i wypróbować. Koniec końców pierwszy taktyczny z dziesięcioosobowego oddziału wygląda tak:
 Szczerze mówiąc jestem z niego średnio zadowolony. Nadal mam problemy z porządnym nałożeniem washa, o kalkomanii też już wspominałem. No ale w sumie lepsze to niż goły plastik. Jak podciągnę się z malowania, wtedy może go poprawię.
Następny wpis już jutro, zapraszam serdecznie.

wtorek, 25 czerwca 2013

Powrót z zaświatów

W moim życiu ostatnimi czasy zaszły spore zmiany. Blog dawno nie był aktualizowany, a to z powodu braku czasu, a to z powodu tzw. "życia", a to z powodu zwykłego lenistwa i niechciejstwa. Ale czas spiąć poślady i ruszyć zad.
Pierwsza i najważniejsza-lekka zmiana profilu bloga. Jako że czasu na bitewniakowanie mam coraz mniej trzeba go trochę zagęścić. Szczerze mówiąc- po 16 latach grania bitewniaki nie są już czymś, co mnie jakoś szczególnie pociąga. Profil zainteresowań z grania zmienił się raczej na aspekt wizualno-modelarski (innymi słowy, liczy się raczej nie armia do konkretnego systemu a ładne modele). Malował w miarę możliwości oczywiście będę dalej-w moich dalekosiężnych planach jest budowa całego Zakonu Karmazynowych Pięści do Kosmicznej Piechoty Morskiej (nie chce mi się wklejać odpowiednich trademarków, copyrightów i innych bzdur, pomimo których Warsztat Gier zwany z angielska Gejms Łorkszop mógłby zamknąć mojego bloga jak to zrobił zdaje się z naftką).
Po drugie-doszedł nowy dział: Planszówki i karcianki. Czyli granie trochę inaczej. Ostatnio do gustu przypadło mi parę planszówek i karcianek, których tytułami będę się chciał z Wami podzielić. A nuż komuś się spodoba i sam będzie chciał pograć?
Po trzecie i ostatnie-solenne postanowienie przynajmniej jednego wpisu dziennie. Od dzisiaj, jeżeli wpisu dziennie nie będzie (odpadają wekendy-mam je zajęte dla rodziny i mogę nie mieć czasu)-stawiam chętnym browara przy najbliższej nadarzającej się okazji.
Tyle na dzisiaj. Mam nadzieję że nowy blog się wam spodoba.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Polak potrafi: Wolsung, cz.1

Bitewniaków ostatnimi czasy narobiło się więcej niż teorii spiskowych wokół Smoleńska. Nic więc dziwnego, że i nasi wspaniali rodacy popróbowali swoich sił na tym polu. Jedni z bardziej, drudzy z mniej udanym skutkiem (chociaż i tak wszystko zweryfikują gracze, czyli ich klienci). Pozwolę sobie na czysto subiektywny opis systemów bitewnych z rodzimego podwórka, ale na początek trochę historii.

Mało kto pamięta pierwszy najpierwszy system polski system bitewny o dźwięcznej nazwie "Attilla". System w sumie strasznie prymitywny, chociaż wówczas (końcówka piątej edycji WFB czyli jakieś 16-17 lat temu) strasznie się z kumplem który wkręcił mnie w bitewniaki nim jarałem. Figurki były z gumy, dostepne były tylko dwie frakcje-Nippon (coś a'la samurajowie) i Barbarzyńcy (wiadomo). Odlewy paskudne, szczegółów  w sumie brak. Jednostek  po każdej ze stron zdaje się że trzy (łucznicy, miecznicy i włócznicy) i do tego jacyś bohaterowie. Całość kosztowała trzy dychy, na spółkę we dwóch wychodziło taniej niż wówczas blister GW. Potem długo długo była cisza, a GW niepodzielnie rządziła na naszym rynku. Później coś się ruszyło.

Z polskich systemów bitewnych znane mi są trzy: Ogniem i Mieczem (jakiś drań ukradł mój pomysł!!!), Neuroshima Tactics (o której napiszę kiedy indziej) i najnowszy system, o którym będzie tu mowa, czyli Wolsung.



Wolsung to system stworzony przez znanych głównie z produkcji podstawek i innego sprzętu ułatwiającego grę chłopaków z Micro Art Studio. Podczas naszego rodzimego Fist of Fury 2012 miałem okazję zobaczyć na żywo modele i tereny do tego systemu oraz dorwałem w łapy podręcznik i pobieżnie zapoznałem się z zasadami. Słysząc z dala moją polonistkę z ogólniaka drącą się "nie zaczyna się zdania od a więc!!!" w ten przekorny sposób zacznę.

A więc. System, zgodnie z nazwą, umiejscowiony jest w świecie Wolsunga-również rodzimego RPGa. Najlepszym określeniem na gatunek byłoby chyba steampunk-fantasy. Spotkamy tutaj i szalonych wynalazców, i roboty napędzane parą, i damy w wiktoriańskich sukniach, orki, elfy i nawet ogry. Ba! Są nawet ninja! Takie pomieszanie z poplątaniem. Jak dla mnie bardzo udane, bo nie dość że jestem ogromnym fanem steampunka to jeszcze większym fanem fantasy. Wszystko ma ręce i nogi, wszystko ładnie trzyma się kupy-chłopaki ewidentnie się do tego przyłożyli, żeby-jak to mawia pewien osobnik znany głównie z YT- nie było lypy.

Podręcznik nie odbiega od standardów GW. Wydrukowany na kredzie, błyszczący, twarda okładka, ładne rysunki, zasady tak opisane że nie trzeba się zastanawiać "co autor miał na myśli". I ma wielką wadę, przynajmniej dla mnie. Oczywiście zakładam że Wolsung został wydane z myślą raczej o zachodnich odbiorcach (jak to z resztą produkty MAS), ale zawsze będę twierdził za mistrzem Rejem iż Polacy nie gęsi i swój język mają. Jeżeli wychodzi polski system, to osobiście uważam że podręcznik powinien być również po polsku, a nawet przede wszystkim po polsku. Za to ogromny minus, bo mimo że władam mową Shakespeara w stopniu wystarczającym się do dogadania się z przeciętnym wyspiarzem, to jednak drażni mnie maniera robienia wszystkiego in inglisz (niektórzy nawet blogi piszą po angielsku, jakby nasz język nie był wystarczająco piękny).

A teraz wzorem pięknej Szeherezady zakończę dzisiejszy wpis abyście mogli czekać na następny do jutra, gdzie będę kontynuował moje wrażenia ze spotkania z Wolsungiem ;)

środa, 17 kwietnia 2013

Jak ja kocham Tau/Necronów/GK/BA/Wilki

Zauważyliście z pewnością coraz większy wysyp ludzi którzy "od zawsze kochali tą wspaniałą armię, jaką jest Tau?" Nie wkurza was coś takiego? Bo mnie tak. Wchodząc na GV w dziale "giełda" widzę coraz więcej ogłoszeń w stylu "zamienię cośtam na Tau". To samo było z Necronami, to samo było z Grey Knightami, dawniej jeszcze z Blood Angelami czy Wilkami. Nawet swego czasu był szał na Gwardię. Zdaje się że tylko Mroczni Eldarzy nie cieszyli się jakimś niesamowitym popytem (dziwne, moim zdaniem najładniejsze modele w całej grze...). Z jednej strony śmieszą mnie ludzie którzy w pogoni za punkcikami w Lidze sprzedają swoją armię żeby kupić to co teraz jest najmocniejsze. Z drugiej-wkurza mnie to przekonywanie samego siebie że "przecież zawsze chciałem grać Tau, tylko jakoś kasy nie było". I nagle się znalazła? Dziwne...

Nie wiem jak dla was-dla mnie, odwiecznego klimaciarza który gra raczej dla przyjemności (jakkolwiek wiadomo że przyjemnie jest wygrywać, ale nie za wszelką cenę), jest to spłycanie systemu. Spłycanie świata który ma wszak tyle do zaoferowania to poziomu statystyk. Zabijanie klimatu. Wiem że jest wielu graczy którzy traktują czterdziestkę, czy też bitewniaki w ogóle, jako trochę bardziej skomplikowaną odmianę szachów, gdzie liczy się tylko to, kto będzie miał mocniejszą armię, ale czasem warto może usiąść, zastanowić się czy to ma sens. Bo pamiętajcie- bitwa ma też sprawić przyjemność nie tylko Wam, ale również Waszemu przeciwnikowi. Bo, bądź co bądź, bitewniaki to tylko i wyłącznie sposób na zabicie nudy, a dorabianie do tego punktów ligowych, prestiżu czy czegokolwiek tam chcecie jest tylko oszukiwaniem samego siebie że jest inaczej.

A z trzeciej strony wszystkim "miłośnikom" Tau czy Necronów życzę w siódmej edycji powrotu do starego dobrego klepania-Rhino rusha, wszechobecnych demon-bomb i konsolidacji i następny oddział po wygranej walce wręcz. Zobaczymy jak wielka jest Wasza miłość do armii, którą przecież "kochaliście od zawsze".

wtorek, 16 kwietnia 2013

(Nie taki) młody człowiek z trąbką

"-Jaki on jest, Intrepide? Opowiedz mi o nim.
-Graal panie jest-rycerz zawahał się- no cóż, on jest nie do opisania. Mnie objawił się jako puchar ni to z kryształu, ni to ze światła. A ona... ona była taka piękna... spotkałem ją gdy w pogoni za hordą Zwierzoludzi zapędziłem się aż do Lasu Loren. Jego mieszkańcy, jak zapewne wiesz, zazdrośnie strzegą swych włości. Powiem tylko tyle, że zostałem raniony elfią strzałą, spadłem z konia i zgubiłem się. Wyczerpany siedziałem nad jakąś sadzawką. Zapewne przysnąłem, bo zbudziło mnie światło. I ciche wołanie. Otowrzyłem oczy, a w wodzie stała ona, trzymając przed sobą, to, co tak trudno mi opisać. Jednakże jeden łyk wody, a w me ciało wstąpiła nowa siła. I duch, że tak powiem. Swą dziedzinę przekazałem synom, sam natomiast wyruszyłem bronić przed zbeszczeszczeniem świętych miejsc. Ona mnie prowadziła. Po drodze spotkałem mych towarzyszy. Początkowo było nas dziesięciu, jednakże stoczyliśmy wiele potyczek i, cóż-każdemu inny los pisany. Zostało nas teraz siedmiu. Z tej wyprawy być może nie wróci żaden. Ale słowo Pani jest ważniejsze niż to, tak naprawdę nędzne ciało, niż bogactwa, rącze konie czy ostry miecz. Pamiętaj o tym gdy któregoś dnia sam wyruszysz na swoją Wyprawę."

Trochę mi się zmieniła koncepcja. Początkowo rycerzem Intrepide, zwanym Chrobrym (uwielbiam to słowo) miał być ktoś, kto w przyszłości mógłby być czempionem do oddziału Graali (innymi słowy- ziutek z korbaczem zamiast kopii), o ile Graale kiedykolwiek takowego dostaną. Jednak pojedynczy paladyn ze Ślubem Graala bardzo dobrze mi się spisywał. Dlatego to właśnie on dostanie własne imię, pozostali będą po prostu bezimiennymi towarzyszami paladyna, towarzyszącymi panu de Preux w wyprawie na ziemie Cesarstwa (błędnie zwanego Imperium).

Ziutka z korbaczem mieliście okazję już widzieć. Prace nad nim za wiele się nie posunęły-ot dostał washa tówdzie i ówdzie oraz tarczę herbową na zadzie konia (przednie będą w barwach wicehrabiego-ot taki element unifikujący armię). Dzisiaj dołączył do niego tytułowy (nie taki) młody człowiek z trąbką. Zapraszam do przeglądania:




A tutaj trochę ruszony nasz stary znajomy zwany ziutkiem




I zdjęcie grupowe, żeby było nam weselej:



Kolory po washowaniu czekają oczywiście na rozjaśnienia. Przypominam że to nadal WiPy, więc cierpliwości, czekajcie aż skończę :)

Jutro może uda mi się ruszyć szmaciarza, znaczy yyyy... no, ten... chorążego chciałem powiedzieć. I może któryś z powyższych towarzyszy doczeka się wykończenia. Czasu zostało w sumie dwa tygodnie-jeżeli ruszę w tym wszystkich sześciu, to spokojnie się wyrobię. A w każdym razie mam nadzieję ;)